Muzyczka

poniedziałek, 7 listopada 2016

Pi ttam nunmul SKOŃCZONE W KOŃCU


 ~Tytuł przepiękny~


Słońce zbliżało się ku zachodowi. Wieża Tokyo Tower świetnie odznaczała się na tle innych budynków. O tej porze życie przenosiło się do centrum tej metropolii. Zwłaszcza do dzielnicy Ikebukuro zwanej również dzielnicą rozrywki. Jest tam wiele salonów gier, karaoke i wszystkiego co młodzi ludzie mogą zapragnąć. Kilkanaście kilometrów dalej znajduje się dzielnica Saitama. Jest ona bardzo spokojna, całkowicie inna od centrum. Prócz nazwy kojarzącej się z imieniem bohatera anime nie ma w niej praktycznie nic ciekawego. Właśnie w tej dzielnicy pośród uliczek szedł powoli młody chłopak. Na oko 18 letni. Nie był zbyt wysoki. Na nogach miał jasne adidasy i czarne, obcisłe spodnie. Na szarą bluzę narzucił skórzaną kurtkę. Szyję opatulił ciasno czerwonym szalikiem. Po chwili z czarnego plecaka narzuconego na jedno ramię wyciągnął białe słuchawki i puścił jakąś muzykę. Z północy zawiał chłodny, jesienny wiatr. Nieznajomy odwrócił się w jego stronę poprawiając swoją przydługą brązową grzywkę. Odsłonił przy tym swoje piękne czarne oczy. Widok który zobaczył nie zadowolił go jednak. Zza horyzontu zaczęły wyłaniać się ciemne chmury zwiastujące nadchodzącą burzę. Po chwili namysłu chłopak zaczął biec w tylko jemu znanym kierunku. Po drodze nie spotkał nikogo, co jednak jest normalne o tej porze i w tej dzielnicy. Po około 5 minutach brunet znalazł się przed małym, przytulnym domkiem. Nie był to jeden z tych słynnych mikroskopijnych japońskich mieszkanek, chociaż niewiele mu do tego brakowało.  Budynek był po prostu zwyczajny. Czarny dach, białe ściany, Parę okien, w tym z jednego można było zobaczyć światło. W  środku od czasu do czasu można było zobaczyć czyjąś sylwetkę. Na ten widok nieznajomy chłopak uśmiechnął się lekko i podszedł szybko do drzwi. Wziął głęboki oddech, uspokoił swój puls, po czym wszedł.
- Tadaima!*- krzyknął w progu, po czym zaczął zdejmować buty.
- Witaj z powrotem Akise - odpowiedział mu męski głos. Zaraz potem z kuchni wyjrzała głowa około 25 letniego mężczyzny.
- Widzę braciszku, że przefarbowałeś w końcu włosy- uśmiechnął się Akise widząc białe roztrzepane kosmyki opadające na czoło brata. Kolor włosów podkreślał tylko czarne oczy mężczyzny. Tak jak Akise nie był on zbyt wysoki, jednak w porównaniu do brata częściej chodził na siłownię. Teraz mężczyzna uśmiechał się, przez co było widać jego ciemne oczy podkreślone lekko czarną kredką.
-  I co z ,,nią"?- spytał młodszy uśmiechając się przyjaźnie.
- Eee...- odpowiedział mądrze starszy, a na jego policzki wstąpił lekki rumieniec. - Powiedziała ,,Ayato... ale wiesz... wybacz, ale zostańmy przyjaciółmi"
- Czyli po prostu friendzone- powiedział Akise jeszcze bardziej dołując brata. Zaraz potem jednak podszedł do niego i klepnął go w ramię. -Spokojnie.I tak na nią nie zasługiwałeś. znajdziesz sobie kiedyś lepszą.
- Heh... A jak tam u ciebie młody? Ogarnąłeś w końcu tą chemię?- Spytał Ayato roztrzepując włosy braciszka. Teraz miał on na głowie istny ,,artystyczny nieład"
- Nie jestem taki młody!- stwierdził brunet, robiąc obrażoną minę. Parę kosmyków opadło mu przy tym na oczy. Ayato z trudem powstrzymał śmiech- a z chemią jest już lepiej...- dodał po chwili chłopak i wszedł do pomieszczenia z którego przed chwilą wyszedł jego brat. Była to kuchnia. Jej ściany zdobiła biała farba i miejscami brązowe kafelki. Z sufitu zwisał srebrny, nowoczesny żyrandol, pod którym stał nowy, dębowy stół. To właśnie do niego chłopak skierował swoje kroki.
- A ręce?- usłyszał za sobą głos brata i zatrzymał się w pół kroku. Po krótkim namyśle zawrócił i udał się w głąb domu. Ayato chwilę patrzył się jak odchodzi, po czym podszedł do starej kuchenki gazowej. Stały na niej dwa garnki, z których wydobywał się wspaniały zapach curry. Chwilę pomieszał w jednym i wyraźnie usatysfakcjonowany podszedł do szafki, po czym wyjął dwa talerze. Po chwili z mniejszego garnka nałożył na nie ryż. Potem polał go curry z większego naczynia. Wszystko wyglądało znakomicie, a pachniało jeszcze lepiej. Ayato położył oba talerze na stole, po czym przyniósł sztućce. W tej chwili do pomieszczenia wszedł Akise. Przez chwilę zachwycał się zapachem roznoszącym się w całej kuchni. Zaraz potem jego twarz rozjaśnił piękny uśmiech.
- Czy ja czuję ryż z curry? (Nie! To tylko halucynacje z głodu i śmierć)- spytał Akise siadając do stołu
- Specjalnie dla ciebie. Może w końcu urośniesz.- odpowiedział ze śmiechem, Ayato siadając na przeciwko brata
- Odezwał się ten wysoki..- mruknął pod nosem brunet, po czym wziął sztućce i złożył ręce. Starszy zrobił to samo
- Itadakimas! **- krzyknęli jednocześnie po czym zabrali się do jedzenia.
Przez najbliższe parę minut w kuchni można było usłyszeć tylko odgłosy mlaskania. Mężczyźni jedli w ciszy, jednak atmosfera był przyjemna. Za oknem przejechał samochód. Spokój przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę- powiedział Akise odkładając sztućce. Nie zauważył jednak nerwowego wzroku Ayato.
- Ja to zrobię- powiedział szybko, po czym w pośpiechu udał się do drzwi. Jego zachowanie bardzo zdziwiło młodszego.
~,,A jemu co? Jakiś taki nerwowy jest"- zastanawiał się chłopak. Zaraz potem do jego uszu doszedł głos szybkiego trzaskania drzwiami. Potem był strzał. Wystraszony chłopak poderwał się z miejsca. W tej chwili do kuchni wbiegł Ayato.
- Uciekaj! Szybko! Nie mam czasu ci tłumaczyć!- krzyknął, po czym zaczął ciągnąć brata w stronę tylnych drzwi. Ten jednak szybko się wyrwał.
- O co chodzi?! Co się stało?!- krzyknął- Czemu słyszę strzały?!
Ayato zrobił się jeszcze bardziej nerwowy. Szybko spojrzał w stronę frontowych drzwi. Ktoś się do nich zaczął dobijać. Brunet również szybko spojrzał w ich stronę. Zaraz potem odgłos strzału rozległ się po całej dzielnicy.
-Później ci wyjaśnię! Uciekajmy!- krzyknął białowłosy. Obaj mężczyźni zerwali się do biegu. Po wydostaniu się przez tylne drzwi trafili do ogrodu. Było ciemno. Drogę oświetlał im już tylko wschodzący księżyc i liczne gwiazdy. Po przedarciu się przez krzaki bracia trafili na płot. Miał on około 2 metry.
- Co teraz?- spytał cichym głosem Akise. Było słychać, ze jest bardzo zdenerwowany. Starszy spojrzał na niego.
- Przeska...-przerwał mu dźwięk rozbijanego okna  i kilka strzałów.
- Przeskakujemy. Pomogę ci.- dokończył szybko, po czym ułożył ręce tak, by móc podsadzić brata. Brunet przez chwilę zastanawiał się co zrobić. Zarz potem podparł się nogą i... był po drugiej stronie. Z domu co chwila dochodziły odgłosy tłuczonego szkła, bądź mebli. Zdenerwowany chłopak spojrzał w górę. Na szczęście dostrzegł tam głowę Ayato, który po chwili znalazł się tuż koło niego. Młodszy już miał zadać pytanie, jednak uprzedził go białowłosy.
- Uciekamy w stronę lasu. Tam ci wszystko wytłumaczę.- powiedział, po czym pędem pobiegł w tamtą stronę. Młodszy zrobił to samo. Gdy obaj znaleźli się przy linii drzew z tyłu dobiegł ich krzyk. Oboje odwrócili się w tamtą stronę. Przez płot przechodził mężczyzna i coś krzyczał. Po chwili tuż za nim pojawili się jego towarzysze. Każdy z nich miał pistolet. Akise zdrętwiał ze strachu. Ayato natomiast już chciał puścić się pędem do lasu. Zatrzymał się jednak i pociągnął za sobą brata. Obaj mężczyźni przedzierali się teraz przez krzaki. Nie wiedzieli w która stronę biegną? Jak długo biegną? Nic. Po jakimś czasie młodszy potknął się o wystający konar i przewrócił się. Jednak mech zamortyzował jego upadek. Ayato zatrzymał się po paru metrach.
- Nic ci nie jest?- spytał podając mu rękę. Zaraz potem zaczął nasłuchiwać. Akise, który stał właśnie obok brata również zaczął wsłuchiwać się w ciszę. Zawiał lekki wiatr, gdzieś w oddali zahukała sowa. Była noc, jednak w lesie nie było ciemno. Oświetlał go duży księżyc w pełni i wiele iskrzących gwiazd. Gdzieniegdzie można było zobaczyć świetliki. W innych okolicznościach można by było nazwać las czymś pięknym, magicznym i tajemniczym. Teraz jednak był on dla mężczyzn miejscem mrocznym i upiornym. Każdy szelest wywoływał u nich strach. Dopiero teraz obaj poczuli jak bardzo są zmęczeni i spragnieni. Akise oparł się o najbliższe drzewo.
- Co... teraz...?- spytał cicho brata. Ten zastanowił się przez chwilkę. Potem wyjął telefon i spojrzał na wyświetlacz.
- Nie ma tu zasięgu... -niemalże szepnął, po czym rozejrzał się jeszcze raz. -Chodźmy tą ścieżką. Jest wydeptana przez zwierzęta, więc zaprowadzi nas pewnie do wodopoju.
Brunet przytaknął i rozejrzał się . Rzeczywiście, była tam mała dróżka. Ruszył w jej stronę za bratem. Szli w milczeniu. Co chwilę pohukiwała sowa, lub wiał chłodny wiatr. Niebo było bezchmurne. Po paru minutach odezwał się Akise.
- O co w tym wszystkim chodzi? Czemu uciekliśmy? Kim byli ci ludzie?- powiedział zdenerwowany, nie podnosząc jednak głosu. Ayato zatrzymał się. Przez chwilę nic nie mówił. Widać było, że zastanawia się nad odpowiedzią. Po chwili przemówił. Jego głos był cichy.
- Akise... Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale wraz z kumplami popełniliśmy błąd... Oni nie wydawali się na początku groźni. Nasze zadanie polegało tylko na dostarczaniu różnych towarów w odpowiednie miejsca. Dostawaliśmy za to kupę kasy. -mężczyzna westchnął i przeczesał ręką swoje białe kosmyki- najpierw były one zwykłe... jak te, które roznosi kurier, potem... paczki stawały się coraz dziwniejsze... Aż pewnego dnia dostaliśmy zlecenie, by dostarczyć jakiegoś człowieka. On był... porwany. Zaginął tydzień wcześniej. -Ayato zamilkł na chwilę. Szukał odpowiednich słów.- My... sprzeciwiliśmy się. Zamiast na umówione miejsce wywieźliśmy go do jego rodziny... na wsi... Innym powiedzieliśmy, że przechytrzył nas i zwiał. Jak widać... chyba nam nie uwierzyli. -białowłosy odwrócił się w stronę brata i spojrzał mu w oczy- Wiem, że pewnie myślisz o mnie teraz jak o kimś złym, ale... wybacz... nie wiedziałem, że to tak się skończy...- powiedział, po czym przytulił Akise. Zaraz potem z powrotem ruszył ścieżką.
- Ja... rozumiem.- powiedział brunet, po czym także ruszył przed siebie. Dalej szli w milczeniu. Po około pół godziny ich oczom ukazał się prześwit między drzewami. Wyszli na jakieś pole. Obok przebiegała mała uliczka. Nigdzie nie było widać żadnych domków, ani tym bardziej ludzi.
- Gdzie my jesteśmy?- spytał Akise lekko drżącym głosem i spojrzał na Ayato.
- Nie wiem... -odparł ten, po czym znowu wyjął telefon- Zadzwonię do znajomych. Pomogą nam. Mamy kryjówkę.- powiedział wybierając numer. Zaraz potem przyłożył telefon do ucha i odszedł parę kroków. Akise za ten czas przyjrzał się dokładniej okolicy. Było całkiem ciemno. Księżyc chwilowo zasłoniły chmury. Jedynym źródłem światła były rozmieszczone co jakiś czas lampy i latające gdzie niegdzie świetliki. Po chwili chłopak usłyszał cichy szum wody. Rozejrzał się. Paręnaście metrów dalej płynął mały strumień.  Brunet szybko do niego podbiegł. Znajdował się w małym zagłębieniu. Brunet szybko zszedł po skarpie i bez zastanawiania się wziął do rąk trochę wody i wypił ją. Nie smakowała jakoś dziwnie. Był to w końcu mały strumień, który pewnie niedaleko miał swoje źródło. Chłopak wziął kolejny łyk, za nim jeszcze kolejny i następny. Po ugaszeniu pragnienia brunet wytarł rękawem spływające po jego brodzie strużki cieczy i odgarnął wpadającą do oczu grzywkę. Przypomniał sobie o bracie i wrócił do drogi. Ayato kończył właśnie rozmawiać przez telefon. Przytaknął tylko i zakończył połączenie. Odwrócił się i spojrzał na młodszego. Na jego twarzy było widać uśmiech.
- Zaraz tu będą. -wychrypiał przez zaschnięte gardło- Namierzą nas za pomocą mojego telefonu. Mamy załatwioną kryjówkę daleko stąd. Zabiorą nas tam i... jakoś się to ułoży.- ostatnie słowa powiedział niepewnie. Spojrzał smutno na brata, a z jego twarzy znikło szczęście. Akise jednak udawał, że tego nie zauważył i powiedział:
- Znalazłem strumyk. To jest pewnie ten wodopój do którego prowadziła ścieżka. To jest tam, za krzakami. Zaprowadzę cię.- stwierdził, po czym obaj udali się w tamtą stronę. Ayato od razu zaczął pić. Po minucie- tak jak wcześniej jego brat- wytarł brodę i odgarnął grzywkę. Mężczyźni uśmiechnęli się do siebie. Zapadła przyjemna cisza, wśród której było słychać tylko cichy szum wody. Nagle do ich uszu dobiegł krzyk. Potem był kolejny. Dwaj bracia zesztywnieli. Dźwięki zbliżały się do nich od strony lasu. Oboje zaczęli wychodzić z zagłębienia. Wtedy usłyszeli, że szosą zbliża się do nich jakiś samochód. Ayato spojrzał na niego z nadzieją. Dźwięki z lasu zbliżały się. Obaj mężczyźni nie wiedzieli co robić. Wtedy Ayato krzyknął.
- Ten samochód! To też oni! Musimy...- nie zdążył dokończyć, bo wtedy z lasu wyłonił się pierwszy napastnik. Starszy przez chwilę stał w bezruchu, a potem zepchnął brata do rowu. Ten był zbyt przerażony, by chociażby krzyknąć. Na horyzoncie pojawił się kolejny pojazd. Ayato krzyknął coś do napastników i zaczął uciekać. Akise za ten czas leżał w rowie. Bolała go ręka. Chciał wstać, ale poślizgnął się na mokrym kamieniu. Zanim upadł usłyszał jeszcze strzały. Potem były jakieś krzyki i... nastąpiła ciemność.

~~~~~~~~~~~~

Słońce przedzierało się przez chmury próbując ogrzać ziemię swoim światłem. Pomimo to było dość chłodno. Nad polem unosiła się lekka mgła. Było bardzo cicho i spokojnie. W tle można było usłyszeć tylko szum strumienia.  Wtedy z lasu wyłoniło się parę łebków saren. Zwierzęta po rozejrzeniu się ruszyły na pole i zaczęły skubać rosnącą przy brzegu trawę. Akise został zbudzony przez chłód i ból głowy. ,,Co się stało?"- pomyślał chłopak. Wtedy dopadły go wspomnienia z poprzedniej nocy. Nie ruszył się. Musiał to sobie jakoś ułożyć. Leżałby tak dalej, gdyby nie przypomniał sobie o bracie. Chciał wstać, jednak przerwał mu ostry ból w ręce i okolicach potylicy. O przeszywającym chłodzie już nawet nie wspominając. Brunet odetchnął ciężko. Ponownie spróbował wstać uważając na rękę i kamienie. Udało się. Chłopak wyszedł z rowu i rozejrzał się. Wtedy zawiał lekki wiatr. Brunetem wstrząsnęły dreszcze. Był cały mokry i zmarznięty. ,,Gdzie jest Ayato?"- zaczął się zastanawiać i ruszył w stronę drogi. Widok który tam zastał zmroził mu jeszcze bardziej krew w żyłach. W trawie leżało dożo łusek po nabojach. Na asfalcie za to była ogromna plama krwi. Wyglądała tak jakby ktoś ciągnął krwawiące ciało. Akise nagle zrobiło się niedobrze. Poszedł dalej i zobaczył ślady opon. ,,Co to ma znaczyć...?"- pomyślał. wtedy jego wzrok przyciągnęła kępa rosnących niedaleko traw. Podszedł tam i... zwymiotował. Zaraz potem upadł na kolana. Wśród traw leżała ludzka ręka! Nie było jednak reszty ciała. Chłopak poczuł, że ponownie jego żołądek chce pozbyć się swojej zawartości. Akise padł na asfalt. Nie chciał się już ruszać. Było mu zimno, bolała go ręka i głowa oraz źle się czuł. Dopiero wtedy wszystko zaczęło łączyć się w całość. Z oczu chłopaka pociekły łzy.
- Ayato... Nie...-zaczął szlochać- Nie... Ja...
Właśnie wtedy chmury odsłoniły słońce, które z całą swoją mocą zaczęło oświetlać ziemię i leżącego na jezdni chłopaka. Ten przewrócił się tylko na brzuch wciąż szlochając. W tej chwili obojętna mu była nawet śmierć. Stracił właśnie brata, który zawsze był mu drogi. Rodzice zmarli parę lat temu. Nie załamał się wtedy tylko przez Ayato. A teraz stracił i jego... Teraz... Nie miał już nic. Nie miał po co żyć. Bo co to za życie, kiedy nie masz nikogo, kto ciebie kocha, wesprze, pocieszy...? Rozmyślania chłopaka przerwał nadjeżdżający samochód. Akise jednak się tym nie przejął. Teraz wszystko było mu obojętne. Już i tak gorzej być nie mogło. Kierowca zatrzymał się i wysiadł z samochodu. Scena, którą zobaczył zmroził mu krew w żyłach. Wszędzie krew, naboje... a wśród tego szlochający chłopak.
- Ty...? Nic ci nie jest?- spytał nieznajomy. Akise odwrócił w jego stronę wzrok. Mężczyzna miał na oko około 40 lat. Był wysoki i miał lekką nadwagę. Musiał pracować w jakimś urzędzie, bo ubrany był w czarny garnitur, a jego kruczoczarne włosy były zaczesane do tyłu . Jego lekko pomarszczona twarz wyrażała zmartwienie i szok. Brunet odwrócił wzrok. ,,Tylko litości mi jeszcze brakowało..." pomyślał i znowu zaczął szlochać. Nieznajomy przez chwilę zastanawiał się co zrobić. Po chwili podszedł do samochodu i wyciągnął z niego płaszcz. Zaraz potem podszedł do chłopaka.
- Wstań, proszę.- powiedział. Ayato przez chwilę zastanawiał się, czy go posłuchać. ,,Z resztą... co mi szkodzi?" pomyślał i podniósł się z asfaltu. Starszy mężczyzna nakrył go płaszczem.  Po chwili Akise zrobiło się trochę cieplej. Nie był jednak z tego powodu specjalnie zadowolony. Miał ochotę zdechnąć tam, na tym asfalcie.Przez to, że ktoś się nad nim litował czuł się jeszcze gorzej. Nie chciał tego. Nie był przecież słaby. Chociaż... w głębi duszy cieszył się z tego, że ktoś mu pomógł. Akise poczuł na sobie spojrzenie starszego. Odwrócił się lekko w jego stronę.
- Chodź do samochodu. Tam jest cieplej- powiedział. Nieznajomu, po czym dodał- Jak się nazywasz?
Brunet przez chwilę zastanawiał się, czy mu odpowiedzieć. Nie był pewien, czy może mu zaufać. W końcu spotkał go przed chwilą, a ten chce mu pomóc. Nie da się ukryć jednak, że on sam wyglądał jak siedem nieszczęść, a krew i łuski po nabojach tylko to pogarszały. W końcu chłopak stwierdził, ze i tak mu wszystko jedno.
- Akise...- powiedział cicho i spojrzał na nieznajomego.
- Akihiko- odpowiedział mężczyzna- a teraz chodź. Zaraz zadzwonię po pomoc.
Chłopak przytaknął tylko i udał się za mężczyzną do samochodu. Po chwili siedział na miejscu pasażera, a Akihiko stał na zewnątrz i rozmawiał przez telefon. Z powodu braku innego zajęcia chłopak zaczął zastanawiać się nad swoim położeniem. Wrócił myślami do poprzedniego wieczoru. Ayato wepchnął go wtedy do rowu i odciągnął uwagę przeciwników. Uratował go... Na samą myśl o tym w jego oczach znowu zaczęły zbierać się łzy. Te wspomnienia były dla niego bolesne. Chłopak położył rękę na sercu. ,,To boli... Ayato... czemu?" zaczął się zastanawiać. Łzy płynęły po jego policzkach. Po paru minutach postanowił wziąć się w garść. Otarł łzy i wyjrzał za okno. Akihiko przyglądał się jemu. Chłopak odwrócił wzrok. ,,Co się potem stało?" zastanawiał się. Powrócił wspomnieniami do wydarzeń sprzed około godziny. Obudził się wtedy w rowie. Momentalnie chłopak położył rękę z tyłu głowy. Poczuł coś mokrego. Spojrzał na dłoń. Była to krew. ,,No tak... Czułem, że uderzyłem się o kamień..." pomyślał i przypomniał sobie o ręce. Nie bolała już go tak mocno. Chłopak podwinął rękaw. Jego oczom ukazał się duży, fioletowy siniak. Akise lekko go dotknął. Zabolało. Brunet naciągnął rękaw i wrócił do rozmyślań. ,,Był już ranek i nikogo nie było... Czyli napastnicy nie zauważyli mnie. Musiało zależeć im tylko na bracie... Wszędzie była krew i naboje. Tylko, czemu tak dużo? Ayato musiał spróbować z nimi walczyć.... dla mnie..." pomyślał chłopak, a w jego oczach znowu zaczęły zbierać się łzy. Nie mógł ich powstrzymać. ,,Czemu to musiało mnie spotkać? Czemu akurat mnie...? Czym ja zawiniłem...? Ayato... Czemu...?". Chłopak zaczął zadawać sobie pytania. Łzy kapały na jego spodnie. Chłopak był załamany. Dopiero teraz dotarło do niego, że stracił najważniejszą osobę w swoim życiu. Był taki... samotny. ,,A co z domem?!". Nagle przypomniał sobie, że przecież oni tam byli. Strzelali, niszczyli... ,,I co teraz będzie?"- zastanawiał się. Wtedy usłyszał syrenę. Na horyzoncie pojawił się wóz policyjny. Za nim jechał ambulans. Akise spojrzał na drugiego mężczyznę. Ten uśmiechnął się do niego pokrzepiająco. Brunet spojrzał w stronę nadjeżdżających pojazdów. ,,Co ja im powiem?" przemknęło mu przez myśl. Nie chciał mówić im prawdy. Wtedy jego brat mógłby zostać oskarżony. Chociaż już nie żył... Kolejne parę łez spłynęło po policzkach bruneta. Wóz policyjny zatrzymał się koło samochodu w którym siedział. Obok niego zatrzymał się ambulans. Z ob pojazdów wysiedli jacyś ludzie. Podszedł do nich Akihiko i coś powiedział. Zaraz potem ratownicy pośpieszyli  stronę siedzącego w samochodzie Akise. Policjanci zaczęli rozmawiać z kruczowłosym. Brunet chciał powoli wyjść z pojazu.
- Siedź chłopcze.- powiedziała jakaś blondynka spojrzała na niego swoimi ciemnymi oczami.- Jak się czujesz? Boli cię coś? -spytała
Akise po chwili zastanawiania się przytaknął.
-Uderzyłem się w głowę... i jeszcze ręka- powiedział podwijając rękaw. Kobieta skinęła głową na ratowników i podeszła do rozmawiających z Akihiko funkcjonariuszy. Akise przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem. Jeden z ratowników- podszedł do niego i delikatnie obejrzał jego rękę.
-Pokaż głowę. Gdzie się uderzyłes?- spytał. Akise odwrócił się. Więcej nie musiał pokazywać. Kątem oka zauważył, że ratownik skrzywił się nieznaczne i spojrzał na kumpla.
-Zabieramy go na oddział. Zadzwoń do lekarza, że zaraz będziemy i powiadom Misaki- powiedział, a tamten mężczyzn przytaknął- Dasz radę iść? -zwrócił się do bruneta
Akise tylko przytaknął i wstał. Ratownik zaczął go podtrzymywać. Czuł na sobie spojrzenia wszystkich. Nie chciał tego. Wszyscy traktowali go tak... dziwnie. Nagle chłopakowi zaczęło robić się ciemno przed oczami. Potknął się. Nie poddawał się jednak. ,,Nie jestem słaby! Dam radę dojść!"  powtarzał sobie. W końcu z ulgą wsiadł do pojazdu. Tam zaczęło mu się robić ciemno przed oczami. Złapał się mężczyzny, który go podtrzymywał. Usłyszał jakieś stłumione głosy. Ktoś położył go na noszach. Wszystko było jednak jak przez mgłę. Potem zrobiło się ciemno.
~~~~~~~~~~~~
 Do uszu Akise dobiegało miarowe pikanie. Starał się je zignorować, jednak ono stawało się coraz bardziej denerwujące. Chłopak leżał na czymś miękkim. Było mu ciepło. Dochodzące gdzieś z lewej strony dźwięki stawały się coraz bardziej nieznośne. W końcu chłopak otworzył oczy. Wszędzie było biało. Dosłownie. 
- Czy ja umarłem?- spytał cicho sam siebie.
- Nie, ale miałeś szczęście- odpowiedział mu jakiś męski głos. Akise odwrócił się w jego stronę. Był to niewysoki mężczyzna koło 30. Miał niebieskie oczy i jasne włosy. Ubrany był w biały kilt. Musiał być lekarzem. 
- Co mi jest...?- spytał brunet. 
- Miał pan rozciętą głowę. Musieliśmy zszywać. Ręka jest na szczęście tylko potłuczona. Za chwile odłączymy cię od maszyny i podłączymy nową kroplówkę. Jak na razie odpoczywaj. Za godzinę przyjdzie psycholog. Chcemy się dowiedzieć co cię spotkało. -powiedział i wyszedł. Akise westchnął. Wciąż nie rozumiał co się stało. Wtedy do pokoju weszła pielęgniarka. Była to starsza kobieta, z miłym wyrazem twarzy.
- Dzień dobry! Jak się pan czuje? Przyszłam pana odłączyć- powiedziała i podeszła do bruneta
- Czuję się... dobrze?- odpowiedział. -Ile byłem nieprzytomny?
- Jeden dzień. Nie wiemy co się stało, ale musiał być pan nieźle wykończony. Policja bada sprawę. -powiedziała odłączając chłopaka. Zaraz potem zmieniła kroplówkę i wyszła. Akise rozejrzał się po pomieszczeniu. Sala była dość duża. Stały w niej jeszcze dwa łóżka, jednak chłopak był sam. Ściany i sufit były śnieżnobiałe. Przy każdym z łóżek stała mała szafka. Brunet wyjrzał przez okno. Była ładna pogoda. Akise znowu spojrzał na sufit. Wciąż nie mógł pogodzić się ze śmiercią brata. Znowu zaczęły wracać do niego wspomnienia z ,,tamtego" dnia. Jeszcze niedawno wiódł spokojne życie u boku swojego brata. Teraz wszystko się psuło... Nie wiedział nawet, czy ma gdzie wrócić. Nawet jeśli to czekały go niemałe wydatki. Akise ponownie zaczął analizować ,,tamten" wieczór. Teraz, będąc bardziej spokojnym widział wiele szczegółów, które mu wcześniej umknęły. Pierwszym z nic było to, czemu napastnicy go nie szukali. Chociaż może i szukali go. Jednak widzieli, jak Ayato wychodzi z rowu i widzieli, że wcześniej był z nim jego brat. ,,Może nie zależało im na mnie?" zastanawiał się. Ta opcja wydawała się jemu bardzo prawdopodobna. ,,Ale przecież ja ich widziałem. A poza tym skąd wiedzą, że brat mi o nich nie powiedział. Mógłbym to wtedy przekazać policji i złapali by ich". Kolejną rzeczą była ilość krwi. A było jej naprawdę dużo. ,,Czy to możliwe, by Ayato walczył aż tak dobrze, by tak okaleczyć tyle osób?" zadał sobie pytanie chłopak. Wtedy przypomniał sobie jeszcze jedną rzec. ,,Czemu było tam aż tak dużo tych naboi? Przecież to niemożliwe, by tyle ich zużyć na jednego człowieka?" Teraz wszystko wydawało się chłopakowi poplątane. Naszły go wątpliwości. ,,A co jeśli Ayato żyje?" zadawał sobie ciągle to pytanie. Bardzo chciał, żeby tak było. Kochał swojego brata i nie chciał go tracić. Nadzieja na to była mała, jednak on chciał się jej trzymać. Była to jego jedyna nadzieja... nadzieja na szczęście.... 
Z rozmyślań wyrwał chłopaka odgłos pukania w szybę. Brunet powoli odwrócił głowę w tamta stronę i wydał z siebie niemy krzyk. Za oknem stał mężczyzna w masce klauna. ,,Wrócili po mnie!" przeraził się Akise i zaczął rozpaczliwie szukać drogi ucieczki. Mógł wybiec przez drzwi, jednak nie był pewien, czy jest to bezpieczne. Sprawę utrudniała także przyczepiona kroplówka. Chłopak bał się ją odłączyć. Podniósł się do siadu i spanikowany spojrzał jeszcze raz w stronę okna. Nieznajomy robił jakieś dziwne ruchy rękami. Chyba próbował go uspokoić. Potem przyłożył palec do ust nakazując chłopakowi zachować cisze i zdjął maskę. Akise patrzył w osłupieniu na mężczyznę, który uśmiechał się teraz do niego. Pierwsze co rzucało mu się w oczy to jego czerwone włosy. ,,Zupełnie jak pomidor" pomyślał Akise i zaśmiał się. Nieznajomy miał lekko kwadratową twarz, jasną cerę i czarne jak węgiel oczy. Brunet znał go. Parę razy Ayato przyprowadził go do domu. Był on chyba jednym z jego przyjaciół, których Akise nie znał jednak za dobrze. Ayato zawsze mu mówił, że jak może jemu ufać tak bardzo, jakby to był jego brat. ,,Jak on miał na imię...? Już wiem! Minhyuk". Brunet szybko wstał i ciągnąc kroplówkę podszedł do okna. Na szczęście jego pokój znajdował się na parterze. ,,Tylko co on tu robi i o co chodzi?" zastanawiał się. Po chwili otworzył okno, a Minhyuk wskoczył do środka i wyprzedzając pytania chłopaka zaczął tłumaczyć:
- Zabieramy cię stąd. Nie ma czasu na wyjaśnienia. Reszta czeka w samochodzie. Na miejscu ci wyjaśnimy- powiedział szybko, po czym jednym ruchem odłączył kroplówkę. Akise syknął i spojrzał na niego gniewnie. Ten tylko uśmiechnął się, po czym pociągnął go w stronę okna. 
- Uciekajmy- powiedział jeszcze i wyskoczył. Po chwili wahania Akise zrobił to samo. 
- Chodź za mną! Zrobiliśmy dziurę w płocie. Zanim personel się skapnie nas już tu dawno nie będzie. - szepnął czerwonowłosy i pobiegł w stronę ogrodzenia. Brunet zrobił to samo. Po chwili oboje znikli  krzakach. To co Akise tam zobaczył przerosło jego oczekiwania. W płot stał wbity tyłem duży van. Jego bagażnik był otwarty. Wyglądało z niego 5 mężczyzn, którzy również mieli maski klaunów. Akise wydał z siebie zduszony krzyk widząc, że mężczyźni mają ze sobą ciężką amunicję.
- Po co wy to braliście? Mówiłem wam, że odbijamy tylko młodego i uciekamy!- krzyknął Minhyuk
- Nie wiedzieliśmy, czy ktoś się do nas nie przyczepi- odpowiedział jeden z nich. Czerwonowłosy westchnął tylko ciężko i gestem dłoni nakazał Akise zbliżyć się do siebie. Gdy chłopak wykonał polecenie mężczyzna zwrócił sie do wszystkich:
-To jest ten Akise. Postarajcie sie go nie wystraszyć.- po czym zwrócił się do przerażonego bruneta- Na miejscu ci wszystkich przedstawimy. Jak na razie spróbuj się uspokoić, a teraz wsiadaj. Zmywamy się stąd.
Chłopak tylko przytaknął, po czym poszedł w stronę wozu. Nieznajomi już tam wsiedli i zrobili dla niego miejsce. Akise usiadł na nim i nie odzywał się. Pojazd ruszył z piskiem opon. Brunet postarał się zebrać swoje myśli. Miał przeczucie, że może zaufać tym... no właśnie ,,Kim oni wo gule są? " zastanawiał się. Teraz absurdalny wydawał mu się fakt, że pozwolił się komuś uprowadzić ze szpitala.  Jednak Ayato mówił mu, że może zaufać czerwonowłosemu. Pomimo to chłopak miał sporo wątpliwości. ,,A co jeśli brat jednak żyje?" zastanowił się. Wtedy jednak zastanowiła go jednak rzecz.
- Skąd wiedzieliście, gdzie jestem?- spytał patrząc się na mężczyzn w klaunich maskach. Ci spojrzeli na siebie. Nagle jeden z nich odezwał się. 
-W gazecie o tm pisali.- powiedział lekko zachrypniętym głosem i podał chłopakowi kawałek papieru. Akise wziął go do ręki. W tym świetle i widział zbyt wiele, jednak udało mu się przeczytać nagłówek czegoś, co okazało się być gazeta. Głosił on ,,Zbrodnia  w Saitamie. Jeden mężczyzna zaginiony, drugi leży w szpitalu." Rozwiało to tylko część z jego wątpliwości. Teraz jednak chłopak coraz bardziej nie był pewny tego, czy Ayato zginął. W gazecie było napisane, że zaginął. To oznacza, że nie znaleziono jego ciała. ,,Jak tak to ktoś musiał go uratować... zanim nas znaleziono dzwonił on po swoich znajomych... więc..." Akise nie dokończył myśli. Przerwało mu gwałtowne hamowanie. Nagle ktoś otworzył drzwi. 
- Wysiadaj!- powiedział jeden z zamaskowanych mężczyzn. Jego głos wydawał się... szczęśliwy? Ayato wykonał polecenie i rozejrzał się po okolicy. Byli w miejscu, gdzie wydarzyło się ,,to". Chłopak wyraźnie posmutniał. Wróciły do niego wspomnienia z tamtego dnia. Wtedy Akise zobaczył jeszcze jedną postać. Był to mężczyzna. Tak samo jak reszta nosił na głowie maskę klauna. Wydawał się on trochę znajomy. Z tego co pamiętał nie jechał  z nimi w vanie. Brunet spojrzał na niego z zaciekawieniem. Wtedy mężczyzna zdjął maskę. Akise omal nie zakrztusił się.
- Ayato!- krzyknął chłopak i pobiegł w stronę brata. Ten zrobil to samo. Już po chwili Akise wtulał twarz z szyję białowłosego. Oboje płakali. Reszta mężczyzn też zdjęła maski. Wszyscy uśmiechali się na widok przytulających się braci. 
- Akise... ja tak bardzo cię przepraszam!- szlochał Ayato gładząc włosy brata- Teraz wszystko się jakoś ułoży... musi... my mamy już gotową kryjówkę. Zamieszkamy w Ichikari *** koło Sapporo... ja tak bardzo cię przepraszam...-szepnął, po czym spojrzał w zapłakane oczy brata- Wybaczysz mi kiedyś?
- Ayato... Ja ci już dawno wybaczyłem. Przecież jesteś moim bratem- powiedział młodszy. Był on teraz bardzo szczęśliwy. W końcu odzyskał nadzieję. 
,,Teraz wszystko się ułoży. Musi. Przecież jest ze mną brat, a to jest najważniejsze"

THE E.N.D. 

*(jap.) ,,już jestem z powrotem "
**(jap.) ,,smacznego" lub ,,jedzmy" w Japonii mówi się to przed każdym posiłkiem  
*** małe miasto na wyspie Hokkiado przy zatoce Ishikari

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz